Lipc 21, 2010 przez
Angielski w łapszańskiej gwarze
Mam świadomość braku niezbędnego warsztatu lingwistycznego, umożliwiającego pogłębioną analizę wływu jednego języka na drugi. Nie chcę też pisać o obecnym wdzieraniu się angielszczyzny do innych języków, szczególnie dzięki dominacji gospodarki amerykańskiej i Internetowi. Chcę jednak wspomnieć o zupełnie prostej sprawie przejęcia cudzej nazwy wraz z zakupem przedmiotu za granicą oraz dostosowania tej nazwy do gwary łapszańskiej. Chodzi o termin funkcjonujący w Łapszach jeszcze do dnia dzisiejszego, czyli o „śkejzy”.
Z tego co mi wiadomo, jest to pierwsze i chyba jedyne słowo przyswojone z języka angielskiego na samym początku XX wieku, tj. ok. roku 1915. Wówczas mój dziadek, nomen omen Jan Gryglak, przywiózł z Ameryki dla 10-letniego syna Stefana rzecz w Łapszach zupełnie nieznaną i szczerze mówiąc do niczego oprócz zabawy nie przydatną. Z braku jakichkolwiek odniesień w słownictwie miejscowej gwary do tego rodzaju przedmiotu, przyjęto termin podany przez dziadka bez zastrzeżeń. Oczywiście odpowiednio go modyfikując dla ułatwienia wymowy. Czyli do słowa „skates”, w poprawnej wymowie angielskiej „skejts”, dodano najpierw zrozumiałą dla wszystkich liczbę mnogą z „y” na końcu. Tak zmodyfikowane słowo „skejzy” też brzmiało nieporęcznie więc zmiękczono początkowe „s” na „ś” i oto mamy zamiast „korčul” lub „łyżew”, piękne łapszańskie „śkejzy”!
Dla ciekawości wspomnę, że obdarowny amerykańskimi śkejzami Stefan, mój ojciec, wykonał dla mnie na przełomie lat 1949-1950 śkejzy z drewna i też była świetna zabawa.
Jan Gryglak
Faltyn