Wrześn 6, 2010 przez
<H1 class=style1><A href="http://archiwum.polityka.pl/wydanie/0,19172.html" target=_blank mce_href="http://archiwum.polityka.pl/wydanie/0,19172.html">Polityka - nr 12 (2393) z dnia 2003-03-22; s. 3-8</A></H1> <H2 class=box_nag><A href="http://archiwum.polityka.pl/dzial/raport,0,339.html" target=_blank mce_href="http://archiwum.polityka.pl/dzial/raport,0,339.html">Raport</A> / Ziemia niczyja</H2> <P><A href="http://archiwum.polityka.pl/autor/wojciech-markiewicz,0,8705.html" target=_blank mce_href="http://archiwum.polityka.pl/autor/wojciech-markiewicz,0,8705.html">Wojciech Markiewicz</A></P> <H1 class=box_text>Jak dopłacić do picka?</H1> <H2 class=box_text></H2> <P class=style1>Polska ziemia żywicielka jest poszatkowana na miliony sznurów, warkoczy, prętów albo i picków – różnie to rolnicy nazywają w zależności od regionu. Tak naprawdę mało kto wie, co jest czyje, skoro w 70 proc. przypadków sprawa własności jest z prawnego punktu widzenia niejasna, a 90 proc. dzierżaw zawarte zostało na gębę. Wywalczyliśmy, że Unia Europejska ma dopłacać polskim rolnikom do hektara. Do hektara – zgoda. Ale do pręta i picka?</P> <P><B>P</B>ierwsze dopłaty z Unii Europejskiej i rodzimego budżetu polscy rolnicy mają dostać już w przyszłym roku. Wcześniej trzeba wyjaśnić, czyje pole do kogo należy, czyli uregulować prawnie własność ziemi i zalegalizować umowy dzierżawy. Dopiero wówczas te dane można będzie wprowadzić do powstającego w bólach IACS, czyli Zintegrowanego Systemu Zarządzania i Kontroli. Czy machinie informacyjno-geodezyjno-sądowo-informatycznej uda się to wszystko przeprowadzić w kilkanaście miesięcy? Wątpliwe. </P> <P><B>Ziemia podzielona </P> <P></B>– <SPAN class=style3>Dla mnie gazdówka to hobby</SPAN><SPAN class=style2> – powiada Jan Gryglak, lat 28, ze wsi Łapsze Wyżne</SPAN> w gminie Łapsze Niżne w powiecie nowotarskim. Przed rokiem, po siedmiu latach pobytu w Stanach Zjednoczonych, wrócił do Polski, bo mu się w Ameryce nie podobało. Gazduje, czyli gospodaruje oficjalnie, a więc zgodnie z gminnymi zapisami, na 22 ha. <I>– Jesienią ojciec dokupił 13 hektarów </I>– mówi. – <I>Ale to jeszcze nie poprzepisywane. 22 hektary były w 115 działkach. W ilu będzie 35 hektarów pola?</I> –<I> W pierony tego jest</I> – macha ręką. – <I>Kto by tam zliczył.</I> </P> <P>Bywa, że pole w jednym pręcie – w innych regionach Polski mówią w warkoczu, w sznurze – ma 30–40 m szerokości i ciągnie się 2–3 km. Bywa, że ma 3 m i ciągnie się kilometr. 80 proc. działek nie ma dojazdu. – <I>Będzie tych kawałków ze 140</I> – zastanawia się Gryglak. <I>– A może 150?</I> </P> <P>W gminie Łapsze Niżne i okolicznych nie ma rodziny, w której ktoś nie wróciłby właśnie z Ameryki, nie był tam albo się nie wybierał. Gospodarstwa podzielone są na dziesiątki działek, bo jak zawsze chciała tradycja, ojciec musiał dać każdemu dziecku po trochu. I jak chce tradycja, prawie nikt tej ziemi nie sprzeda. No, chyba że do Ameryki na stałe wyjeżdża. – <I>W Łapszach Wyżnych jest ze 160 gospodarstw </I>– szacuje Jan Gryglak. – <I>Ale ledwie trzech, czterech baców gazduje. Reszta dziaduje. Nikt się nie przykłada. Dzieci komuny takie, co tylko koło sklepu stoją. </P> <P></I>Jan Gryglak jest przekonany, że po wejściu do Unii Europejskiej dostanie 500–600 zł dopłaty do każdego hektara. Tak wyczytał w „Plonie” i na tym buduje swoje pozytywne stanowisko w sprawie wejścia do UE. Tyle że jego 150 picek musi zostać najpierw zewidencjonowanych w systemie IACS, tworzonym przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). </P> <P>Dotychczasowe poczynania ARiMR nie budzą wielkich nadziei, raczej potężne obawy. Głośno było najpierw na temat kontraktu na budowę systemu, jaki jej władze w 2001 r. podpisały z firmą Hewlett Packard (HP). Był za drogi. Na przykład za sam „projekt pozyskania zasobów ludzkich” dla IACS zażądano 1 mln euro, za „koncepcję zakupu 300 samochodów” dla ARiMR – 500 tys. euro (<I>– Za tysiąc złotych sam bym to zrobił</I> – twierdzi Dariusz Panasiuk, rzecznik ARiMR). Wszystko to zatwierdzał odwołany po zwycięstwie koalicji SLD–PSL prezes ARiMR i rzecz jasna włos mu z głowy nie spadł. Wielokrotnie opisywano kłopoty, jakie miała Agencja z ogłoszeniem, a potem rozstrzygnięciem przetargów na zakup kolczyków do oznakowania zwierząt, sprzętu do kolczykowania, samej usługi kolczykowania, na wydrukowanie i dystrybucję tzw. paszportów zwierzęcia zastąpionych później zaświadczeniami. Dzisiaj ponad 80 proc. zwierząt jest oznakowanych. I to jedyne, co w ramach IACS zostało zrobione. Tak samo trzeba teraz przeprowadzić ewidencję polskiej ziemi. </P> <P>System bowiem (który składa się z centralnego serwera, 315 końcówek w biurach powiatowych i łącz) musi być wyposażony w program, by nie tylko rejestrować i identyfikować działki rolne, lecz także wykrywać wnioski o dopłaty, w których zadeklarowano zbyt dużą powierzchnię upraw, wyłapywać kilka wniosków dotyczących jednej działki oraz typować te, które będą kontrolowane w terenie. </P> <P>Jak rozsupłać owe wszystkie sznury i warkocze splątane przez historię? </P> <P><B>Ziemia zreformowana </P> <P></B>Po reformie rolnej PKWN w 1944 r., z której wynikła dzisiejsza koszmarna struktura ziemi (powstało 1,5 mln drobnych gospodarstw), nie udała się kolektywizacja. W czasach PRL pozorowano rozwiązania. Edward Gierek zlikwidował obowiązkowe dostawy, dał chłopom akty własności ziemi, emerytury za ziemię, tanie albo bezzwrotne kredyty i możliwość kupienia traktora. Nie mogły jednak powstawać wielkie gospodarstwa indywidualne, gdyż władza ciągle wierzyła, że przyszłością są spółdzielnie produkcyjne i państwowe gospodarstwa rolne. </P> <P>Po 1989 r. zostawiono rolnika gospodarce rynkowej. Z wielkich budów socjalizmu odesłano na wieś 600 tys. chłoporobotników. Na przechowanie. Oni pierwsi, przy zwolnieniach grupowych, tracili pracę. Na wsi mieszka dzisiaj milion zarejestrowanych bezrobotnych i drugi milion niezarejestrowanych. </P> <P><I>– Ziemia przestała być źródłem dochodów, awansu, niezależności</I> – twierdzi dr Barbara Fedyszak-Radziejowska, socjolog wsi. – <I>Ziemia jest dzisiaj dla wielu sposobem na przetrwanie, ostatnią deską ratunku, bo gospodarstwo rolne nie bankrutuje, inaczej niż firma. </P> <P></I>Potwierdzają to wyniki badań. W 1997 r. 40 proc. wiejskich respondentów deklarowało, że gdyby nadarzyła się okazja, to sprzedaliby swoją ziemię. W 2002 r. było ich o połowę mniej – 20 proc. Więcej niż połowa ponadjednohektarowych gospodarstw rolnych w Polsce produkuje wyłącznie na własne potrzeby, nie sprzedając niczego na rynek. </P> <P><B>Ziemia licha </P> <P></B>W dokumentach Unii Europejskiej dotyczących Wspólnej Polityki Rolnej ziemię nazywa się po prostu warsztatem. Ten warsztat, jak każda inna mała lub duża firma, ma przynosić zyski. Trzeba przy jego prowadzeniu robić biznesplany; liczyć koszty, nakłady pracy, dochody – robić bilans. Zróbmy więc taki bilans warsztatu pracy polskich rolników. </P> <P>Użytkują oni 60 proc. powierzchni kraju – 19 mln ha gruntów. Przeważają (74,4 proc. powierzchni) gleby słabe i średniej jakości. </P> <P>Warsztat ten jest, jak nigdzie w Europie Zachodniej i Wschodniej, rozdrobniony. Na obszarze ok. 19 mln ha gruntów jest ok. 3 mln gospodarstw rolnych. Różne instytucje podają różne dane: od 18,4 do 19,2 mln ha i od 2,9 do 3,1 mln gospodarstw. (Jeśli nawet tak podstawowe dane nie są szefom od rolnictwa jeszcze znane, to ciarki przechodzą na myśl, co się dzieje z budową systemu informatycznego IACS). </P> <P>Dopłaty z Unii dostaną właściciele gospodarstw o powierzchni powyżej 1 ha, a tych jest w Polsce ok. 2 mln. Średnio gospodarstwo takie ma 8–8,5 ha użytków rolnych (w UE – 19,4 ha). </P> <P>Te 2 mln gospodarstw poszatkowane jest na ok. 20 mln działek. Przykład gminy Łapsze Niżne jest wyjątkowy, niemniej przeciętne polskie gospodarstwo to 10 kawałków, często spłachetków. </P> <P>Na takich kawałkach ziemia słabo rodzi: o połowę mniej zbóż, ziemniaków i owoców niż w krajach Unii i – z grubsza licząc – o jedną trzecią mniej rzepaku, buraków cukrowych oraz warzyw. Ekonomiczną miarą wielkości gospodarstw jest wytwarzana przez nie tzw. nadwyżka bezpośrednia. Aż 96,1 proc. wszystkich gospodarstw w Polsce to gospodarstwa bardzo małe i małe, wypracowujące nadwyżkę poniżej 9,6 tys. euro rocznie (w UE jest ich 38,6 proc.). Gospodarstwa średnie to 3,7 proc. (w UE – 43,5 proc.), duże i bardzo duże stanowią 0,15 proc. (w UE – 17,9 proc.) „W żadnym kraju UE – czytamy w „Raporcie o stanie wsi polskiej w 2002 r.” sporządzonym przez Fundację na Rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa – nie ma tak dużej dekoncentracji potencjału wytwórczego gospodarstw rolnych mierzonego ich wielkością ekonomiczną”. </P> <P>Autorzy są zdania, że areał odłogów i ugorów w Polsce (1,7 mln ha) jest w rzeczywistości większy: „zwłaszcza w obrębie użytków zielonych w związku ze zmniejszeniem się pogłowia zwierząt gospodarskich i mniejszym zapotrzebowaniem na pasze”. Jest to efektem „nieuregulowanej sytuacji prawnej własności ziemskiej, likwidacji gospodarstw państwowych i powolnej reprywatyzacji gruntów przejętych przez Skarb Państwa”. </P> <P><B>Ziemia bez wpisu </P> <P></B>W takim półuśpieniu jest gospodarstwo, którym opiekuje się Jan Kalata, 70 lat, z Łapszy Wyżnych. Niespełna 15 ha (135 działek) syna, który rok temu wyjechał do USA z żoną i trójką dzieci. W 1992 r. Kalata podzielił swoje dziewiętnastohektarowe gospodarstwo tak, że dwóm córkom dał po 5 ha, a synowi 9 ha. Potem syn dokupił prawie 6 ha i ma tej ziemi dokładnie 14,77 ha. Syn przysyła z Ameryki pieniądze na podatek, ale jego rodzice trzymają jedynie 3 krowy i dwa świniaki. – <I>Lata swoje mamy, pola nie obrobimy</I> – tłumaczy z żalem Irena Kalata. – <I>Zostawił syn traktor, jest kosiarka, ale mąż nie umie jeździć.</I> </P> <P>A czy Jan Kalata pamięta, gdzie jest każda ze 135 działek? – <I>Pamiętać, to pamiętam, bo jakże inaczej bym tam trafił?</I> – obrusza się. </P> <P>Jednak ani Jan Gryglak, ani Kalatowie to nie rekordziści. Na przykład na ok. 200 działek dzieli się ledwie sześciohektarowe gospodarstwo w sąsiedniej wsi Trybsz. – <I>Właściciel zamknął dom i wyjechał z rodziną do USA</I> – twierdzi Anna Błaszczyk, właścicielka Biura Mierniczego Parcela w Trybszu. – <I>Gospodarstwo w 80–90 działkach to norma w tej okolicy. </P> <P></I>Często przy tym jedna działka należy do kilku właścicieli: – <I>Ma w rejestrze jeden numer, żeby dalej notarialnie tego nie dzielić </I>– wyjaśnia Jan Bizub, sołtys Trybsza. </P> <P>Gdy w 1944 r. chłop dostał ziemię, nie płacił za nią, więc nie do końca wierzył, że pole jest jego. Wkrótce pojawiły się ograniczenia w obrocie ziemią; tą z reformy nie wolno było handlować ani przekazywać dzieciom wedle uznania. Dziedziczyć mogli tylko ci, którzy zostawali na wsi. Kwitł więc nieformalny obrót gruntami, tak że już w końcu lat 60. państwo nie wiedziało, co i kto ma. </P> <P>Władza usiłowała rozsupłać ten węzeł, wydając w 1971 r. ustawę o uregulowaniu własności gospodarstw rolnych. Kto 4 listopada 1971 r. siedział na gruncie, ten stawał się jego właścicielem. Akty własności wydawali naczelnicy powiatów. Jednak w 1975 r. zniesiono powiaty i sprawy przejęli naczelnicy gmin. Oni oraz gminne służby geodezyjne byli jednak nieprzygotowani do tej pracy. Mnożyły się pomyłki, wiele aktów wystawiano na te same działki. Niektóre z tych spraw ciągną się w sądach do dzisiaj. </P> <P>Od 1982 r. o własności ziemi orzeka sąd rejonowy na rozprawie. Notariusze odzyskali pełnię kompetencji; każdy akt własności powinien skończyć się wpisem do księgi wieczystej. Ksiąg tych, potwierdzających wszystkie typy własności jest dzisiaj w Polsce ok. 12 mln. Z niektórych aktów wynika, że i osoby nieżyjące „są w stanie posiadania”. W Ministerstwie Rolnictwa wymyślono więc, że tymczasowo własność ziemi i dzierżawę będą poświadczać wójtowie lub burmistrzowie. Szykuje się więc nowy bałagan. Leszek Zabielski, prezes Krajowej Rady Notarialnej: – <I>Jeśli Unii nie wystarczy akt własności z 1971 r. lub poświadczenie wójta, to z dopłatami będzie kłopot. Trzeba bowiem wykazać, że stan posiadania równa się stanowi własności. A ten warunek spełnia tylko księga wieczysta. Ona jest najważniejszym tytułem własności. </P> <P></I>Od kilku lat Krajowa Rada Notarialna proponuje więc utworzenie powiatowych urzędów ksiąg wieczystych w osobie np. pisarza hipotecznego: – <I>Taki urząd odciążyłby sądy, bo przecież nie z każdym poświadczeniem dziedziczenia trzeba iść do sądu. Tam trafiałyby tylko sprawy sporne</I> – powiada prezes Zabielski. </P> <P>70 proc. użytkowników ziemi – zdaniem Zabielskiego – nie ma wpisu do księgi wieczystej. Najczęściej wygląda to tak: kilka lat temu zmarł ojciec zostawiając ziemię dwóm córkom. Hanka wzięła hektary pod lasem, Baśka za stodołą. Na sąd i notariusza nie było ani czasu, ani pieniędzy. We wsi wszyscy wiedzą, że ta ziemia pod lasem to Hanki, a za stodołą Baśki. W świetle prawa ani Hanka, ani Baśka ziemi nie ma. Nie dostaną więc dopłaty. </P> <P>W tej sytuacji siostry będą musiały zwrócić się do biura mierniczego o sporządzenie map. Cena jest umowna i zależy od liczby działek – od 10 do 30 zł za każdy numer działki. Jeśli siostry mają do podzielenia średnie w Polsce gospodarstwo (8,5 ha) ze średnią w Polsce liczbą działek (10) zapłacą za dwie mapy po 150 zł. Sąd zwolni je z 2-proc. opłaty skarbowej, ale zapłacą 1,6 proc. od wartości gospodarstwa opłaty sądowej i 1 proc. opłaty notarialnej plus 22 proc. VAT od opłat. Jeśli przyjąć, że cena ich ziemi jest średnią krajową – 5200 zł za ha (7–10 razy taniej niż w UE), to gospodarstwo jest warte 44,2 tys. zł. Opłata sądowa wyniesie więc 707 zł, notarialna 442 zł, razem 1149 zł plus 22 proc. VAT, czyli 1402 zł. </P> <P>Notariaty nie zaobserwowały jednak wzmożonego ruchu. – <I>Przeciwnie. Odnotowujemy raczej ucieczkę kancelarii notarialnych do większych miast</I> – twierdzi prezes Zabielski. </P> <P><B>Ziemia dzierżawiona </P> <P></B>Jan Bizub, sołtys Trybsza, ma 3,5 ha w 40 kawałkach. Część ziemi leży odłogiem, część ludzie dzierżawią: –<I> Za darmo</I> – mówi sołtys – <I>bo przynajmniej ziemia nie ugorzeje. A gdy dzierżawca uczciwy, to i butelkę postawi. </P> <P></I>W 1991 r. Bizub otworzył zakład stolarski, z tego żyje. Z 3,5 ha w 40 kawałkach, to choćby ręce zdarł, nie wyżyje. Ziemia tu słaba, V–VI klasa. W jedną stronę do dalekich działek 5–6 km. Trzy działki ma w sąsiedniej gminie. Tylko ten, kto nie ma innego wyjścia, musi w ziemi robić. W lecie do roboty nawet do Warszawy, na budowę, na miesiąc czy dwa jedzie. Żeby na ropę do ciągnika zarobić. </P> <P>W Polsce najczęściej użycza się ziemię sąsiadowi lub komuś z rodziny bez aktu notarialnego. W myśl zasady „u mnie słowo droższe od pieniędzy” nie spisuje się żadnych umów. – <I>Skoro w Unii gospodarstwo rolne traktuje się jak przedsiębiorstwo</I> – twierdzi Marian Brzóska, ekspert senackiej komisji rolnej – <I>to nie może być tak, że kto inny płaci podatki za ziemię, a kto inny ją użytkuje. Ewidencja podatkowa tu nie wystarczy. </P> <P></I>W Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa nikt nie ma pojęcia, ile ziemi, gdzie i kto w Polsce dzierżawi. Wiadomo jedynie, że za pół litra albo za podatek. Nie wiadomo, jak rozliczane będą wspólnoty użytkowania łąk i pastwisk, funkcjonujące wzdłuż większości polskich rzek. </P> <P>Nietrudno przewidzieć, że – tak jak w całej Europie, tak i u nas – będą też próby wyłudzania dotacji. Szachrować próbowali farmerzy hiszpańscy; sadzili drzewka oliwne z plastiku. Na tych praktykach, wykrytych dzięki zdjęciom satelitarnym i urządzeniom, które potrafią odróżnić roślinę żyjącą od sztucznej, Hiszpania straciła setki milionów euro. – <I>Kilka procent gospodarstw z dopłatami będzie badanych przez kontrolerów z Unii</I> – objaśnia Marian Brzóska. – <I>Jeśli oni stwierdzą, że np. w jednej trzeciej badanych gospodarstw są nadużycia, to nie tylko rolnik na trzy lata zostanie pozbawiony pomocy, ale Unia obetnie Polsce dopłaty o tę właśnie jedną trzecią. I wtedy powstanie luka w budżecie. </P> <P></I><B>Ziemia przeludniona </P> <P></B>Polski rolnik przedunijny musi zatem własność swojej ziemi ustalić, musi mieć ją precyzyjnie zarejestrowaną. Ale to mało. Musi też być ona sfotografowana. </P> <P>Dla trzech milionów polskich gospodarstw poszatkowanych na 25 mln działek trzeba wykonać mapy. To gigantyczna praca dla geodetów. Wymaga ona informatycznego przetworzenia danych (przy tylu jeszcze niewiadomych), a później wykonania map z dokładnością do pół metra. 40 tys. zdjęć lotniczych trzeba wykonać w skali 1:13 000 dla Polski południowej (tam jest większe rozdrobnienie gospodarstw) oraz w skali 1:26 000. Z tego powstanie mapa w skali 1:5000. Po to, żeby później pracownik każdego z 315 powiatowych biur IACS w Polsce mógł kliknąć i wydrukować mapkę gospodarstwa każdego rolnika objętego systemem z numerami działek i innymi informacjami. </P> <P>Zdjęcia lotnicze można robić w kwietniu i maju oraz we wrześniu i październiku, o określonych porach (żeby cienie nie zamazywały obrazu) i oczywiście wówczas, gdy niebo jest bezchmurne. Samolotom fotogrametrycznym nie wolno latać nad granicami. Zdjęcia tych rejonów wykona satelita. Koszt tego przedsięwzięcia szacuje się na 700 mln zł. Do pierwszego etapu prac (całość ma być gotowa w 2005 r.) wystartowało (dopiero w grudniu ub.r.) do przetargu 15 firm i konsorcjów. </P> <P>„Od rozpoczęcia prac nad IACS minęły już trzy lata – pisze Jerzy Przywara w lutowym magazynie „Geodeta” – ale jeszcze pod koniec ub.r. służba geodezyjna nie wiedziała, czego ARiMR rzeczywiście od niej potrzebuje”. W końcu grudnia 2002 r. – ujawnia Przywara – wydano specyfikację istotnych warunków zamówienia i według tego dokumentu termin składania ofert minął... w styczniu 2002 r. W specyfikacji zapomniano też o kilku powiatach. Pomylono się także w tabeli służącej do oceny ofert. Nie podano informacji, ile działek podlega opracowaniu. W dokumentach raz pisze się, że obszary leśne są przedmiotem opracowania, innym razem, że nie. „Jeżeli Agencja nie radzi sobie z przygotowaniem tak elementarnego dokumentu, to strach pomyśleć, co będzie dalej” – podsumowuje Przywara. </P> <P>Strach pomyśleć nie tylko o tym, co będzie z systemem IACS i dopłatami dla rolników. Już dzisiaj na wsi nazywają je „wiejską kuroniówką” – 1250 euro rocznie na gospodarstwo to zasiłek w wysokości ok. 400 zł miesięcznie. Strach pomyśleć przede wszystkim o tym, że ziemia rolnicza w Polsce jest tak poszatkowana i niedoinwestowana, że nie udźwignie ciężaru godnego utrzymania 34 proc. Polaków, którzy żyją z rolnictwa i przy rolnictwie (w Polsce 19 proc., w UE 4,5 proc. zatrudnionych pracuje w rolnictwie). – <I>Trzeba 10–15 lat wyrzeczeń</I> – ocenia prof. Wiesław Walkiewicz ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. – <I>Musi popłynąć pot, krew i łzy, żeby powstało pół miliona gospodarstw, których właściciele mogliby się nazwać farmerami. Do tego potrzeba ogólnonarodowego programu. Ale gdy salon nie chce się zbliżyć do przaśnej wsi, wówczas do głosu dochodzą populiści. </P> <P></I>Do Trybsza, jak się wydaje, nie dotarły na razie ani salony, ani populiści, ani nawet świadomość, że coś z tego wejścia do Europy może dobrego lub złego wyniknąć. Zdaniem sołtysa Bizuba z dopłatami nie będzie znowu takiego wielkiego problemu, ponieważ większość mieszkańców wsi się nimi nie interesuje. Ludzi nie stać, żeby notarialnie przeprowadzić sprawy własności. Unia wymaga, aby nawet nieużytkowana ziemia była w tzw. kulturze, czyli pole raz w roku zaorane, łąka skoszona, i jak wyjdzie, że te koszty będą równe albo przekroczą dopłatę, chłopi zdecydują pewnie, by z dopłat nie korzystać. – <I>Ale żeby zdecydować </I>– zastrzega Bizub – <I>trzeba dokładnie wiedzieć co i jak. A praktycznie żadnych informacji nie ma. </P> <P></I>–<I> Przychodzą do gminy różne ulotki, plakaty </I>– powiada mgr inż. Antoni Kapołka, wójt gminy Łapsze Niżne. Twierdzi, że to same ogólniki. Na dodatek pisane językiem dla rolnika nieprzystępnym. Nic tam nie ma o tym, jak w kupę zebrać swoje 150 picek. </P> <P><B>Wojciech Markiewicz</B></P> <DIV class=frame> <H1>Dla mieszczuchów</H1> <H2></H2> <P>1 hektar= 100 arów = 10 tys. m kw. </P> <P>Typowe boisko piłkarskie ma 60 arów (100 m x 60 m)</P></DIV> <P> </P>
Janek
<P>Nie mam większych (pomniejszych i owszem, ale nie o tym teraz) zastrzeżeń do artykułu. Ukazał się on rzeczywiscie w Polityce z 2003 r. Mam tylko jedno małe pytanie do członków tej Strony, czy ktoś z Was słyszał kiedykolwiek o jakimś "picku"?</P>
<P><BR></P>
<P>Jeśli chodzi o zastrzeżenia do autor...Zobacz więcej
krzysik
<P>Cytuje [Bowiem na pytanie "Jak dopłacić do picka?" przychodzi mi do głowy kilka odpowiedzi.]</P>
<P>Panie Janku  powiadają (Głodnemu zawsze chleb na myśli)     <IMG alt="" src="http://lapszewyzne.com/file/smile/biggrin.gif" mce_src="http://lapszewyzne.com/file/smile/biggrin.gif" phpfox="image-pro...Zobacz więcej
Janek
<P>Wreszcie się szczerze uśmiałem. Nadal jednak nie mogę zrozumieć, dlaczego Antek Kapołka nie wie "jak do kupy zebrać 150 picek" w dodatku swoich?!</P>